czwartek, 16 grudnia 2010

Expat w Indiach - podsumowanie

Po 1,5 roku w Indiach wróciliśmy we trójkę do Europy. W Bangalore urodziła się nasza Córeczka, która dopiero za jakiś czas zapyta: - Tato, a co my robiliśmy w tych Indiach?

Jeżeli jesteś tutaj po raz pierwszy, zachęcam do czytania  bloga od najstarszych postów. Po lewej stronie można także znaleźć etykiety, które tematycznie konsolidują napisane przeze mnie teksty.

Do Indii wracam regularnie. Trudno oprzeć się kolorytowi tego kraju. Kuchnia nadal pachnie egzotycznymi przyprawami, brakuje tylko soczystych owoców i porannego wydania "Times of India" na progu domu.

Blog dedykuję Nawazowi - naszemu kierowcy, który odkrył przed nami najwięcej tajemnic tego fascynującego kraju.

PS. Aby skontaktować się z nami, wystarczy dodać komentarz pod którymkolwiek z postów. Namaste...

wtorek, 13 lipca 2010

Jak Hindus widzi nas Polaków?

Jestem w Krakowie. Piękna pogoda, uśmiechnięci ludzie, rynek ugina się pod naporem turystów. Podoba mi się tutaj.

A jak podoba się tutaj moim hinduskim kolegom? Galeria trochę za droga. Za to w Realu można kupić dmuchany materac, który zrobi furorę wśród dzieci (to nie tak, że nic w Indiach nie da się kupić - najzwyczajniej w świecie nikt jeszcze nie wpadł na to, że można zarobić fortunę na dmuchanych materacach, więc ich po prostu nie ma). Polacy? Mili, sympatyczni, choć czasami rzucają trochę podejrzliwe spojrzenia....

W Indiach obcokrajowca zaprasza się do domu. Niech pozna rodzinę, spróbuje jedzenia. U nas to nie takie proste. Każdy biegnie do domu, żeby nadrobić zaległości w życiu rodzinnym. Na zaproszenie mało kto się doczeka...

Jedzenie? Paluszki lizać! Schabowy, bigosik, a może pachnący "orientalnie" kebap??? Chyba jednak nie. Wszystko z mięsem. Może w takim razie kuchnia wegetariańska? Oferta nie jest uboga, ale i tak niewiele smakuje. Brakuje przypraw, potrawy mało pikantne - w smaku raczej nudnawe. Na pocieszenie w walizce z domu trochę lokalnych przysmaków (suszone chili i kilka placków chapati).

Ciężko Hindusowi za granicą - nie tylko w Polsce. W większości krajów ciężko!

sobota, 3 lipca 2010

Wypadki w budownictwie

Jedna z osób, które poznałem dzięki tworzeniu tego bloga, wybiera się do Indii, aby popracować w branży budowlanej.

Praca na budowie to jeden z mniej bezpiecznych sposobów zarabiania pieniędzy. Dotyczy to bez wyjątku wszystkich krajów. To, ile wypadków ma faktycznie miejsce, wiąże się ze stopniem skomplikowania projektu, standardami bezpieczeństwa i ich przestrzeganiem lub też nie. Oto przykład z Nowego Jorku:



Infrastruktura w Indiach nie nadąża za błyskawicznym rozwojem gospodarczym. Sprzedaż samochodów rośnie w nieznanym na kontynencie europejskim tempie, co w rezultacie generuje problemy z dojazdem do pracy z powodu gigantycznych korków. Podobnie sprawy mają się na innych obszarach związanych z infrastrukturą.

Każdy, kto otarł się o pracę w projektach, zna doskonale "magiczny" trójkąt: time, cost & quality - czyli relację między czasem, kosztami i jakością projektu. Indie mają wielu fachowców, którzy pracowali na budowach na całym świecie. Problem w tym, że terminy uciekają, a nie zawsze starcza czasu na zadbanie o wszystkie aspekty bezpieczeństwa. Być może brakuje też odpowiedniej egzekucji przepisów?

Podczas naszego półtorarocznego pobytu w Bangalore gazety regularnie opisywały kolejne śmiertelne wypadki w trakcie budowy metra. Do dzisiaj zginęło tam już kilkudziesięciu ludzi, mimo iż pierwsza linia jeszcze nawet nie ruszyła z przewozem pasażerów. Pod koniec czerwca na lotnisku w Chennai zawalił się dźwig, który pochłonął kolejną ofiarę. Najbardziej spektakularnym wypadkiem udokumentowanym na taśmie filmowej był ten z Delhi, kiedy to przęsło metra pociągnęło za sobą kilka dźwigów. Popatrzcie:




Trzymam kciuki za budowlańców z Indii, a także jednego z czytelników tego bloga, który niedługo do nich dołączy.

Nota bene, infrastruktura w Indiach rośnie bez chwili wytchnienia. New Delhi świętuje dziś otwarcie nowoczesnego terminalu lotniczego, który może obsługiwać do 34 mln pasażerów rocznie.

piątek, 2 lipca 2010

Indie - dla każdego coś innego

Spotkałem obcokrajowca - doświadczonego w wielu krajach. Przemierzył kawał świata, był w Afryce, Ameryce Południowej i na Kamczatce - jak się spręży, pewnie niedługo poleci na księżyc.

Jako młody człowiek wybrał się z plecakiem (także) do Indii. Spędził tu ponad dwa miesiące. Stracił 11 kg i wrócił do domu odwodniony.

Każdy ma swoje Indie. Dla jednych to kraj taniej siły roboczej, dla innych bezkresny ocean profesjonalistów. Niektórzy boją się tu przyjechać, a inni osiedlają się tutaj lub ciągle do Indii wracają. O trudnych aspektach życia w Indiach pisałem tutaj, tutaj i także tutaj. Poniżej pokazuję zestaw fotografii, które zamieścił w sieci młody Hindus. One też są zgodne z prawdą.



Większość krajów, które odwiedziłem, potrafiły mnie pozytywnie lub negatywnie zaskoczyć. W Indiach było inaczej. Znalazłem dokładnie to czego się spodziewałem. Nie podobało mi się i podobało mi się szalenie. Ot taki kraj!

wtorek, 29 czerwca 2010

Indie w objektywie: pieski

Według dostępnych danych, receptory zapachowe człowieka zgrupowane są na powierzchni około 2,5 cm². Pies dysponuje powierzchnią 60 krotnie większą.

Każdego dnia w Indiach mój nos nie narzekał na brak doznań. Aż trudno sobie wyobrazić, co czuje przeciętny pies...

Piesek sfotografowany w stolicy Indii

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Fistaszki biznesowo-podróżnicze: przesiadamy się do innego samolotu

Czy zdarzyło Ci się już lecieć samolotem z przesiadką? Pewnie tak... Nie ma też w tym nic nadzwyczajnego. Po wylądowaniu w porcie transferowym maszerujemy spokojnie do kolejnego samolotu i problem z głowy.

O przylocie do Indii pisałem już tutaj, omijając nieświadomie jeden aspekt: jeżeli zdarzy Ci się przybyć do Indii samolotem z zagranicy do powiedzmy Bombaju, a kolejny samolot za dwie godziny ma Cię przetransportować dalej do Chennai lub Bangalore, nie zapomnij odebrać bagażu natychmiast po pierwszym lądowaniu w Indiach.

Nie ma co liczyć na automatyczny transport Twoich tobołków do kolejnego samolotu. Bagaże należy odebrać i nadać na kolejny lot samodzielnie... 

wtorek, 15 czerwca 2010

Fistaszki biznesowo-podróżnicze: alkohol

Nie będę owijał w bawełnę, alkohol towarzyszy podróżom po Indiach bez względu na to czy jest się na wakacjach, czy też w podróży biznesowej. Niektórzy podróżni przezornie wychylają kieliszek po każdym posiłku, aby obniżyć ryzyko komplikacji układu trawiennego.

Większość odwiedzających nie zdaje sobie jednak sprawy, że spożywanie napojów wyskokowych - kupowanych na miejscu - może być ograniczone w czasie wyborów, kiedy to sklepiki z alkoholem zamyka się już na dzień przed. Wówczas nawet minibary w hotelowych pokojach świecą wysoko- i nisko procentowymi pustkami. Podczas mojego pobytu w Indiach reguły codziennej konsumpcji zostały "mocno" poluzowane. Władza pozwoliła poić się alkoholem aż do godziny 23:30 (wcześniej można było spożywać do 23:00). Efekt jest taki, że nawet w pubach po północy alkoholu nie uświadczysz.

PS. Dla wszystkich, którzy zainteresowani są bardziej szczegółowymi informacjami na temat konsumpcji alkoholu w Indiach, polecam ciekawy artykuł porównujący Indie, Meksyk i... Nigerię! (kliknij tutaj)

sobota, 22 maja 2010

Fistaszki biznesowo-podróżnicze: czym płacić?

Waluta indyjska to rupia (INR; Rs) = 100 pajs
  • Banknoty mają następujące nominały: Rs 1000, 500, 100, 50, 20 oraz 10. Z każdego na właściciela spogląda poczciwie Mahatma Gandhi. 
  • Monety: Rs 10, 5, 2 i 1, oraz 50, 25, 20, 10 i 5 pajs. Najbardziej podoba mi się dumny kciuk na monecie o nominale jednej rupii.
  • Wymiana walut odbywa się w ogólnodostępnych bankach i kantorach. Można się natknąć na niezrozumiałe dla większości Polaków kwoty crore i lakh (opisane tutaj).

Większe sklepy i restauracje akceptują najpopularniejsze karty kredytowe (wypróbowałem osobiście American Express, MasterCard i Visę, można płacić także Diners Club). 

Bankomaty są szeroko dostępne w większych miastach. Banki i większe sieci hotelowe akceptują czeki podróżne.

O wahaniach kursu rupii pisałem tutaj. W momencie formułowania tego posta złotówka warta była 14,31 rupii.

piątek, 21 maja 2010

Monsun

W Polsce powodzie, a w Indiach wyczekiwanie na deszcz...

Już od połowy maja gazety w Indiach publikują coraz dokładniejsze szacunki, kiedyż to monsun uderzy w Keralę - położoną na południowym wybrzeżu Indii (o Kerali pisałem tutaj). Oczekiwanie na czerwcowe monsuny to tęsknota za jeszcze bardziej soczystym owocem mango, który zbiera się właśnie o tej porze roku. Monsun to także nadzieja na ochłodzenie. Palące słońce daje się we znaki już od końca grudnia, aby osiągnąć apogeum właśnie w maju. Każdy z upragnieniem wypatruje choćby jednej deszczowej chmury, która na moment odświeży zmęczone upałem zmysły i ciało.

Monsun uderza na początku czerwca (w zeszłym roku pojawił się jednak znacznie później). Powietrze ochładza się o kilka, kilkanaście stopni, a roślinność ponownie nabiera intensywnych kolorów, które przykuwają oko.



Czas monsunu to zachwyt nad szalejącą naturą i momenty strachu, kiedy z bliska doświadcza się ogromnych podmuchów wiatru i hektolitrów deszczu obmywającego rozpaloną ziemię. Czasami po krótkiej, intensywnej ulewie nad ziemią zaczynają unosić się kłęby pary...

poniedziałek, 17 maja 2010

Tłum

Piątek - kilka tygodni temu, godzina 18:32, szerokość geograficzna 22°19'21.95"N, długość 114°10'14.48"E. Wychodzę z zatłoczonego metra aby zanurzyć się w niezmierzonych tłumach ludzi. Do Indii jeszcze tylko 15 minut taksówką, 34 minuty kolejką na lotnisko i wreszcie 5,5 godziny lotu. Zanim odlecę, próbuję nacieszyć się tym miejscem. Bardzo je lubię. Mimo piątkowych tłumów jest tutaj wyjątkowo przyjemnie.

Znam dwa rodzaje tłumu:
  • taki, który ma swego rodzaju pozytywne wibracje (choćby na dużych koncertach)
  • i taki, który ludziom z wyobraźnią nie daje spokoju i natychmiastowo lub z pewnym opóźnieniem pogarsza samopoczucie.
Tutaj - daleko na wschód od Indii - tłum jest przyjazny. Nie męczy, zachęca do dalszego spaceru.

W jednym z pierwszych postów tego bloga, porównując Polskę do Indii pisałem o tym, że Polakom w Indiach bywa czasami ciasnawo. Niestety, Indie w większości przypadków mają ten drugi, przerażający rodzaj tłumu.

Wczoraj zdarzyła się kolejna tragedia. Na dworcu w Delhi zaanonsowano zmianę peronów, która wywołała nieopisany chaos wśród podróżnych. Dwie ofiary śmiertelne i wielu rannych to bilans krótkiej informacji podanej przez głośniki dworcowe.

sobota, 15 maja 2010

Piękna pogoda?

Połowa maja prawie za pasem, a w Polsce pogoda pod psem! W Bangalore przywitał nas piękny poranek. Słońce, delikatny powiew wiatru i jak codziennie niebieskie niebo. Poniżej krótki filmik o Indiach na poprawę samopoczucia dla wszystkich meteopatów i nie tylko...



Przez ostatnie półtora roku w Indiach mieliśmy tylko trzy zachmurzone poranki!

czwartek, 13 maja 2010

Rozkojarzenie czy koncentracja?

Zanim wybrałem się kilka tygodni temu do Chin, kolega z Indii poprosił mnie o odebranie telefonu komórkowego, który zostawił w hotelu. Zdarza się...

Wczoraj, jadąc na lotnisko w Bombaju, odebrałem telefon od innego kolegi, który prosił mnie o odbiór laptopa z lotniskowego biura rzeczy znalezionych. Zostawił swój komputer na lotnisku i odleciał do Bangalore... Zdarza się.

Kilka tygodni temu usłyszałem historię pewnego medyka z Kalkuty (ożenionego z Polką), który nie został wpuszczony na pokład samolotu odlatującego do Europy, ponieważ nie dopełnił jakichś tam formalności wizowych. Ponieważ odlot został zablokowany, postanowił rozwiązać sprawę natychmiast, odstawiając żonę wraz z dziećmi do pierwszego napotkanego hotelu. Zestresowany pognał dalej na miasto, załatwiać formalności pozwalające na odlot. Udało się! Papierek z pieczątką miał już w ręku... Kiedy przyszedł czas na odbiór rodziny pozostawionej samotnie w obcym mieście, uświadomił sobie, że zapomniał w którym to hotelu zostawił najbliższych. Ponieważ działo się to w czasach, kiedy komórki jeszcze nie funkcjonowały, spędził kilka godzin w taksówce na poszukiwaniu hotelu, którego nazwy nie zdołał spamiętać. Na szczęście wrył mu się w pamięć kolor fasady, która w końcu ukazała się jego zmęczonym oczętom. Zdarza się???

Przykłady rozkojarzenia w Indiach mógłbym przytaczać bez końca. Nic nie zmieni jednak faktu, że dwa dni temu mistrzem świata w szachach został Viswanathan Anand - obywatel Indii. Trudno kolektywnie posądzić go o rozkojarzenie, tym bardziej, że obronił tytuł!

sobota, 8 maja 2010

Indie w objektywie: strój

Turyści podziwiający swój kraj w Indiach mają wyjątkową fantazję jeśli chodzi o strój wierzchni. Turban, nauszniki, szal, kurta, czegóż tam jeszcze nie ma? Na tle ich ubioru moje dżinsy i t-shirt wypadają wyjątkowo blado....


Fotografia zrobiona w Delhi.

czwartek, 6 maja 2010

Fistaszki biznesowe: kolektywizm w Indiach

Ciężarne kobiety na wizytach u ginekologa w Bangalore często pojawiają się w towarzystwie:
  1. Mamy
  2. Męża
  3. Taty
  4. Mamy męża
  5. Taty męża
Nie zawsze wszystkim udaje się dotrzeć na czas (o poczuciu czasu w Indiach pisałem tutaj), ale jak się uda, to pani ginekolog nie może opędzić się od ciekawych pytań.

Kolegi żony matki brata szwagierka zapadła przedwczoraj w śpiączkę. Leży na OIOM-ie w szpitalu Manipal w Bangalore (adres znajdziesz tutaj). Zawiedziony, opowiedział mi o tym, jak to nie wpuścili na odwiedziny jego matki i żony (czyli teściowej synowej matki... hmmm, w każdym razie chodzi tu o okrutnie odległą rodzinę), ponieważ synowie i mąż chorej wykorzystali niestety limit 4 odwiedzin na OIOM-ie w dniu wczorajszym.

Przejeżdżając pod szpitalami w Indiach zawsze podziwiam tłumy odwiedzających, które próbują przedostać się do środka. Indyjski kolektywizm sprawia, że człowiek nigdy nie jest samotny...

Cytując za Wikipedią, "kolektywizm [to] przeciwstawiany indywidualizmowi pogląd akcentujący rolę wspólnot, grup i zbiorowości."

A cóż to może oznaczać w biurze?
  1. Mieszkańcy Indii uwielbiają pracę zespołową.
  2. Często ad hoc organizują spotkania, mini konferencje, odkładając wszystko - choćby najważniejsze - na bok.
  3. Uwielbiają odpowiedzialność ogółu. W razie problemów winny jest zespół, a nie poszczególny pracownik, co wspaniale pomaga "migać się" jednostkom od ewentualnych konsekwencji.
  4. Relacje osobiste, znajomości, koneksje mają niebagatelne znaczenie. Bez tego faktycznie ani rusz. Nie raz biłem głową w mur, zanim nie uświadomiłem sobie, że trzeba najpierw podpytać kilku kluczowych kolegów z biura i wszystko (co wcześniej wydawało mi się bezwzględnie niemożliwe), da się bezproblemowo załatwić.
  5. Rodzina zawsze na pierwszym miejscu. Umiera wujek? Niemiec zagląda w kalendarz czy w dniu pogrzebu nie ma przypadkiem ważnych terminów służbowych, na których musi się bezwzględnie pojawić. Hindus na samą wiadomość błyskawicznie opuszcza biuro, odprowadzany przez pełne współczucia spojrzenia kolegów i koleżanek.
Tak, tak... Wynika z tego wszystkiego sporo komplikacji i problemów, ale nie da się ukryć, że indyjski ocean empatii potrafi człowieka złapać za serce.

środa, 5 maja 2010

Reprezentacja Indii na Harvard Business School

Kilka dni temu pisząc o "taniej sile roboczej" z Indii, wspomniałem o profesorach z tego kraju robiących karierę na zagranicznych uniwersytetach.

W międzyczasie kolega z pracy pochwalił mi się, że syn właśnie dostał się na medyczne studia doktoranckie na Harvardzie (wbrew pozorom bycie lekarzem nie musi oznaczać, że jest się doktorem - na co może wskazywać nasz potoczny język).

Idąc tym tropem, postanowiłem sprawdzić, jak wygląda reprezentacja Indii na jednej z najbardziej renomowanych szkół biznesowych świata. Wziąłem pod lupę Harvard Business School (HBS).

Oto co znalazłem:
  1. Harvard Business School zatrudnia 25 profesorów pochodzących z Indii (ponad 10% całego grona profesorskiego), 
  2. HBS ma już ponad 600 indyjskich absolwentów
  3. Dziekanem HBS został właśnie prof. Nitin Nohria, dołączając do prawie pół tuzina innych dziekanów pochodzenia indyjskiego na wiodących szkołach biznesowych w USA.
Ignorantom obawiającym się podważenia nieskalanego obrazu liderów ich firmy, zdecydowanie odradzam przeczytanie świetnej lektury biznesowej pióra obecnego dziekana Harvard Business School zatytułowanej What Really Works: The 4+2 Formula For Sustained Business Success.

wtorek, 4 maja 2010

Fistaszki biznesowe: dystans władzy w Indiach

Założenie, że nasze własne wyobrażenie o otaczającym świecie i zasady postępowania mają charakter uniwersalny może okazać się błędne - szczególnie przy współpracy z Indiami.

Jednym z elementarnych aspektów odzwierciedlających różnice kulturowe jest dystans władzy. Chodzi tutaj przede wszystkim o relacje międzyludzkie, ich kształt i różnorodne aspekty, które mają szczególne zastosowanie w biznesie. Poniżej umieściłem tabelę, która trafnie definiuje różnice w podejściu do dystansu władzy.

Mały dystans władzy Duży dystans władzy
Dąży się do ograniczenia nierówności między ludźmi Akceptuje się i podtrzymuje nierównowagę w odniesieniu do władzy, pozycji społecznej i majątku
Hierarchia w organizacjach wynika z odgrywania różnych ról Hierarchia w organizacjach odzwierciedla nierówności między ludźmi na dolnych i na górnych szczeblach drabiny
Dążenie do decentralizacji Silna centralizacja
Niewielkie różnice w płacach między wysokimi i niskimi stanowiskami Duże różnice w płacach między wysokimi i niskimi stanowiskami
Podwładni oczekują od przełożonych konsultacji przy podejmowaniu decyzji Podwładni oczekują instrukcji od przełożonych
Idealnym przełożonym jest profesjonalny demokrata Idealnym przełożonym jest wielkoduszny autokrata lub dobrotliwy ojczulek
Rodzime teorie zarządzania podkreślają rolę pracowników, wszyscy powinni mieć równe prawa Rodzime teorie zarządzania podkreślają rolę przełożonych, sprawującym władzę należą się przywileje
Źródło: Encyklopedia Zarządzania, Justyna Bętkowska (http://mfiles.pl )

Istniejące badania nie potwierdzają większej efektywności związanej z niskim lub znaczącym dystansem władzy. Niemniej jednak należy zdawać sobie sprawę, iż na styku kultur o różnym poziomie dystansu władzy istnieje ogromne ryzyko niepowodzenia, konfliktów i goryczy związanej z nieudaną współpracą.

Według moich obserwacji, Indie charakteryzują się sporym, momentami ogromnym dystansem władzy. Objawia się on na dwóch kluczowych obszarach:

Relacje zawodowe
Od przełożonego oczekuje się podejmowania decyzji i wskazówek jak rozwiązać dany problem. Proaktywność ma niewielkie znaczenie, ponieważ szef i tak "wie lepiej". Z perspektywy współpracy, Polacy często przeżywają ogromne frustracje nie będąc w stanie osiągnąć zamierzonych celów w wyznaczonym czasie. Problemy zaczynają się od błahostek (patrz znaczenie słowa "yes" opisane tutaj), a kończą na wielomiesiecznych konfliktach, które niweczą szanse na wspólny sukces.

Jak sobie z tym radzić? Warto mieć zanadrzu wsparcie właściwej osoby, która pomoże rozwiązać problem. Czasami umieszczenie określonego nazwiska w kopii emaila potrafi czynić cuda. Im wyżej celuje się w hierarchii, tym lepiej. Nie pomoże oczywiście kopiowanie osoby, która nie "stoi" po Waszej stronie, choć znajduje się na bardzo wysokim szczeblu organizacyjnym. Wniosek: warto budować osobiste relacje z kluczowymi osobami.

Życie prywatne
Hierarchia w Indiach objawia się nie tylko na gruncie zawodowym. Wielu rodziców określa priorytety swoich dzieci do późnej starości. Aranżowane małżeństwa są nadal pozytywnie postrzegane przez większość społeczeństwa bez względu na wiek (kliknij tutaj aby dowiedzieć się więcej). Kolega z innej firmy wyznał mi przy drinku, że mimo iż jest 45 letnim managerem wysokiego szczebla, nadal całą pensję oddaje swojemu tacie, który wydziela środki dla jego żony i dzieci w miarę potrzeb. Przykłady tego typu mógłbym mnożyć w nieskończoność, ale nie o ilość tu chodzi. Należy mieć świadomość, iż mimo niezrozumiałych dla nas relacji rodzinnych większość mieszkańców Indii jest bardzo szczęśliwa i nie tęskni za bardziej europejskimi modelami współżycia.

Powodzenia!

poniedziałek, 3 maja 2010

Joga

Zanim przejdę do umieszczenia kilku fistaszków biznesowych, które zaplanowałem na nadchodzący tydzień, napiszę dziś króciutkiego posta poświęconego aktywnemu odpoczynkowi.

Zamiast objadać się - korzystając z kolejnego wolnego dnia - zachęcam do aktywnego wypoczynku na świeżym powietrzu. Można przykładowo skoncentrować się na regenerującym lewitowaniu (o czym pisałem tutaj). Dobrym pomysłem zaczerpniętym z Indii może okazać się także Joga, będąca jednym z sześciu ortodoksyjnych systemów filozofii indyjskiej, zajmującym się związkiem ciała, umysłu, świadomości i ducha.Oto jak ćwiczy się ją w jej ojczyźnie:



Wszystkim zainteresowanym pogłębieniem wiedzy na ten temat polecam niezłą stronę internetową w języku polskim (joga-joga.pl).

niedziela, 2 maja 2010

Lewitacja

W Polsce długi majowy weekend, sielanka i spokój... Przerwa w pracy pozwala spędzić więcej czasu na wiosennym powietrzu. Długi spacer w lesie pomoże rozluźnić ciało i przewietrzyć skołatany codziennością umysł.

A gdyby tak jeszcze intensywniej wzmocnić relaksujące działanie majowego weekendu i oddać się choćby kilkunastominutowej lewitacji?

Zaprzeczenie grawitacji można podziwiać w Indiach w wielu miejscach. Wtajemniczona grupa yoginów, posiadająca tę unikalną umiejętność, dzieli się nią wyłącznie ze starannie wyselekcjonowaną grupą najzdolniejszych uczniów. Od czasu do czasu do grona wybrańców dostaje się również osoba spoza Indii. 

Dowodem niech będzie poniższy film:


Tajemna wiedza przekazywana z pokolenia na pokolenie budzi zastanowienie u racjonalnie myślących mieszkańców kuli ziemskiej i jednocześnie pogłębia wiarę w nadprzyrodzone umiejętności u tych, którym wystarczy obejrzeć spektakl lewitacyjny.

Być może i Ty masz potencjał lub wyjątkowo silną wolę, aby lewitować?

Jeśli tak, zaopatrz się w spawarkę, kilka metrów wyszukanego materiału na Twoją przyszłą szatę i obejrzyj instruktażowy film klikając tutaj.

piątek, 30 kwietnia 2010

Tania siła robocza?

Po długim locie z Europy nie dane mi było dzisiaj wypocząć. Pogodziwszy się z niedoborem snu, udałem się na rodzinny spacer o 6:00 rano (najlepszy moment dnia o tej porze roku). Sąsiad o metalicznie brzmiącym imieniu Czandan własnie wracał zziajany po partii tenisa:

- Dawnośmy się nie widzieli... zacząłem rozmowę.
- Faktycznie, przenieśliśmy się do miasta - syn ma bliżej do szkoły.

Szybko przypomniałem sobie, że parę miesięcy wcześniej rozmawialiśmy o zbliżającej się maturze chłopaka.

- To co, wysyłasz go na studia do Stanów czy Wielkiej Brytanii? - zapytałem, nawiązując do indyjskiej tradycji edukowania synów i córek w odległych krajach.
- Ależ skąd! Syn chce zostać inżynierem. To się studiuje na miejscu!
- ???
- Tak, tak... mamy już tylu profesorów, którzy wykładali na najlepszych uczelniach na świecie, że nie ma potrzeby wysyłać dzieci za granicę. Wystarczy dobry instytut w kraju. Tylko piekielnie ciężko się tam dostać. Dlatego mieszkamy niedaleko szkoły, żeby nie marnować czasu na dojazdy. Musi zdać! Jeśli się nie uda, w najgorszym wypadku pojedzie za granicę.
- Aha... no to powodzenia! - wydusiłem z siebie krótko.

Rolls Royce właśnie podpisał z indyjską firmą Tata Consultancy Services* umowę na utworzenie w Bangalore centrum usług inżynieryjnych. Brytyjski potentat chce w ten sposób usprawnić proces projektowania i tworzenia swoich produktów.

Syn Chandana raczej nie będzie miał problemów z pracą po studiach.

*O początkach koncernu Tata, do którego także należy TCS, pisałem tutaj.

czwartek, 22 kwietnia 2010

Ciarki na plecach

Trudno w to uwierzyć, ale spora część mieszkańców Indii ma głęboko zakorzenioną flegmatyczność, która objawia się w różnych sytuacjach. Jadąc z pracy do domu, często truchleję z przerażenia, widząc ludzi usuwających się w ostatniej chwili z drogi przed pędzącą ciężarówką, autobusem czy samochodem osobowym. Nie pomaga trąbienie, mruganie światłami. Cały czas ma się wrażenie, że kuszą los.

Oto przykład:


Speed rail India

Na przejeździe kolejowym, który codziennie mijam, scenki tego typu można kręcić regularnie. Włos się na głowie jeży, ciarki przechodzą po plecach, zimny pot człowieka oblewa, a oni jakby nigdy nic, ryzykują dalej....

środa, 21 kwietnia 2010

Indie w objektywie: elektryczność

Wczoraj pisałem elektryczności. Dzisiaj będzie fotografia:

Cochin, dzielnica żydowska
Utrata podczas przesyłu prądu elektrycznego do użytkowników w Indiach wynosi średnio 35%.

wtorek, 20 kwietnia 2010

Fistaszki biznesowe: elektryczność

Indie to kraj o nieustannie rosnącym apetycie na energię elektryczną. Mimo rządowych starań, przerwy w dostawie energii w dużych miastach są na porządku dziennym. Pamiętasz to z dzieciństwa? Nagle gaśnie światło, robi się ciemno w całej okolicy, zapala się świeczki...

Według Banku Światowego, około 40% mieszkańców Indii nie musi borykać się z problemem gasnących żarówek, ponieważ nie ma dostępu do energii elektrycznej. Rządowa strategia rozwoju elektryczności przewiduje rozwiązanie problemów z elektrycznością do roku 2012.

Zanim problem zostanie usunięty, zachęcam do przyjazdu do Indii. Większość budynków biurowych, hoteli oraz osiedli posiada własne generatory prądu, które włączają się w kilka sekund po przerwie w dostawie energii elektrycznej. Początkowo bardzo mi to odpowiadało. Głęboko skoncentrowany na pracy, zanurzałem się otchłań emaili, dokumentów, prezentacji, aż tu nagle

ciach
!

Prąd znikał na moment, gasły światła, zapalały się tylko pojedyncze żarówki i ogarniała człowieka trudna do opisania błogość. Wyrwany z transu spoglądałem przez okno na soczyście niebieskie niebo i błyskawicznie wracałem do rzeczywistości. Przypominałem sobie, że czas na krótkiego maila do najbliższych, czasami chwytałem za telefon, żeby zadzwonić do kogoś, kogo pewnie zaniedbałbym w nawale pracy.

Na koniec kilka porad praktycznych.
  • Polskie wtyczki pasują do większości lokalnych gniazdek nowego typu. W razie niekompatybilności, można sobie kupić przyzwoity adapter za około 2 złote. 
  • Napięcie wynosi 240 V a częstotliwość 50 Hz. 
  • Na lotniskach często można znaleźć punkty doładowywania telefonów komórkowych z wtyczkami pasującymi do większości modeli. 
  • Prąd z osiedlowego generatora zdoła zasilić większość urządzeń za wyjątkiem pralki, elektrycznego czajnika czy klimatyzacji. 
  • Różnego typu zasilacze awaryjne (tzw UPS) dostępne są w większości sklepów z artykułami elektrycznymi. 
Miłośnicy świeczek też nie będą narzekać. Jest ich tutaj co niemiara!

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Bolek i Lolek w Indiach: uważaj na drapieżne koty

Bolek i Lolek towarzyszyli mi przez prawie całe dzieciństwo. Oto ich wyprawa do Indii:



Przygody Bolka i Lolka powtarzają kolejne pokolenia mieszkańców Indii. W zeszłym roku na campus jednego z uniwersytetów w Mysore (Vidhyavardhak Engineering College) zawitał lampart. Zanim udało się go unieszkodliwić, zranił trójkę studentów (kliknij tutaj, aby przeczytać opisujący to zdarzenie artykuł).

sobota, 17 kwietnia 2010

Samochodzik na baterie

Podczas gdy wielkie koncerny samochodowe zmagają się z wyprodukowaniem coraz bardziej ekologicznych samochodów, Indie mają swój elektryczny pojazd na ulicach już od 9 lat!

Autko rozmiarem przypomina Smarta (długość 2,6 m, szerokość 1,3). Ładuje się je podpinając je do kontaktu w garażu na 6-8 godzin. Zasięg w zależności od zastosowanych akumulatorów to 80-100 km. Maksymalna prędkość to 81 km/h.

Fotografia: diablomotor.com

Mój sąsiad Ravi jeździ tym pojazdem codziennie do pracy i bardzo go chwali. Zanim przylecisz do Indii z zamiarem przetestowania Revy na tutejszych ulicach, radzę zapoznać się z postem o ruchu drogowym.

piątek, 16 kwietnia 2010

Fistaszki biznesowo-podróżnicze: jaki napiwek?

Przyjeżdżając do nowego kraju nie ma człowiek pewności czy i jakimi napiwkami powinien uszczęśliwiać lokalne społeczeństwo.

O ile Chiny skrajnie odbiegają od naszych europejskich wyobrażeń, Indie mają zbliżone wyobrażenie na temat dodatkowych kwot uzupełniających rachunek.

W indyjskich restauracjach standardowy napiwek to 5-10%. W hotelu za każdą walizkę radzę odwdzięczyć się kwotą minimum 2-5 rupii.

Fistaszki biznesowe: różnica czasu

Indie mają jedną ciekawą przewagę nad krajami europejskimi. Kiedy mieszkańcy Europy zaczynają się budzić,  Indiach pracują już na pełnych obrotach. Kilkugodzinna różnica czasu daje ogromne poczucie komfortu.

Oni  tam na zachodzie jeszcze smacznie śpią (myślą sobie moi koledzy w Indiach), a my mamy czas, żeby ze wszystkim się spokojnie uporać. Kiedy będą nam przesyłali kolejne zadania, będziemy w domu spokojniutko odpoczywali po kolejnym dniu pracy.

Różnica czasu między Polską a Indiami wynosi 3,5 godziny w czasie letnim i odpowiednio 4,5 w czasie zimowym. Nie ukrywam, że jako mieszkańcowi Indii bardzo mi to odpowiada!

PS. Wszystkim zainteresowanym różnicami czasu polecam stronę World Time Zone

czwartek, 15 kwietnia 2010

Indie w objektywie: środki lokomocji

Auto ryksza (lokalne nazwy to także tuk-tuk, trishaw, auto, rickshaw, autorick, bajaj, rick lub baby taxi ) jest jednym z popularniejszych środków lokomocji. Najszybsze modele potrafią gnać z prędkością 70 km/h!

środa, 14 kwietnia 2010

Pogrzeby w Indiach

Jednym z najpopularniejszych miejsc pochówku wyznawców hinduizmu jest położone nad Gangesem święte miasto Varanasi. Przez całą dobę płomienie pochłaniają kolejne dowody ludzkiego istnienia.

W zależności od zamożności rodziny zmarłej osoby, stosy układa się z drewna sandałowego lub wykorzystuje niedopałki z poprzednich palenisk. Ludzie, nierzadko z daleka, transportują ciała bliskich, aby po spaleniu ich prochy zwrócic świętej rzece.

Ceremonie palenia zmarłych odbywają sie publicznie, więc każdy może w nich uczestniczyć.

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Fistaszki biznesowe: odlatujemy z Indii

Publikacja tego posta przesunęła się z powodu tragedii lotniczej, która wydarzyła się w Smoleńsku, o czym pisałem tutaj.

W zeszłym tygodniu opisałem przylot do Indii (kliknij tutaj aby dowiedzieć się więcej).  Dziś napiszę o odlocie.

Opis będzie dotyczył większych lotnisk (Bombaj, Chennai, Bangalore). Na mniejszych lotniskach (typu Goa), procedury nie muszą być tak skomplikowane.

Zacznijmy od tego, że lotniska w Indiach strzeżone są przez wojsko. Może się zdarzyć, że kierowca zapomni w nocy wyłączyć długich świateł (na których jeździ się w Indiach prawie permanentnie, aby poprawić sobie widoczność). Wówczas Bogu ducha winny pasażer podziwia kilkunastominutową sprzeczkę między prowadzącym samochód a wojskiem. Jeden z moich odlotów z perypetiami wojskowymi opiszę już niedługo.

Wróćmy do tematu. W erze elektronicznych biletów rzadko zdarza się, że dysponuje się (jak jeszcze kilka lat temu) wydrukowanym biletem. W najlepszym wypadku ma się jakiś wydruk potwierdzenia lub samego emaila. Niektórzy korzystają z tzw check-in'u na telefon i... wtedy zaczynają się schody.

Potwierdzenie lotu: Do wnętrza budynku lotniska w Bangalore nie wpuszcza się osób bez ważnego biletu! Przed wejściem stoi wojskowy z obowiązkowym wąsem, który skrupulatnie sprawdza czy ma się jakieś potwierdzenie. Jeżeli go nie ma, pan żołnierz zajrzy do kartonu z niekończącymi się listami pasażerów. Zanim znajdzie obco brzmiące nazwisko Brzęczyszczykiewicz mija kilka, a czasami kilkanaście cennych minut.

Pieczątka na wydrukowanej w domu karcie pokładowej: Załóżmy jednak, że szczęśliwie udało się wejść na lotnisko. Jeżeli ma się wydrukowaną wcześniej kartę pokładową, można niesłusznie zakładać, że z bagażem podręcznym udaje się prosto do kontroli bezpieczeństwa. Nie w Indiach. Na karcie pokładowej musi być pieczątka przystawiona w okienku odprawy. Bez tego nie wpuszczą Cię na kontrolę bezpieczeństwa.

Etykietki do umieszczenia czerwonej pieczątki i alternatywnie nazwiska oraz adresu na wszystkich elementach bagażu podręcznego (łącznie z damskimi torebkami i pokrowcami na kamery czy aparaty): o tym za momencik.

Karteczka z informacjami dot. odlatującej osoby (departure card): pobiera się ją przy odprawie bagaży.

Ważna wiza: Po uzyskaniu karty pokładowej lub pieczątki na wydrukowanej własnym sumptem takowej karcie czas na kontrolę paszportu i karteczki zawierającej dane odlatującego. W razie przedłużenia sobie pobytu bez przedłużenia wizy (co często zdarza się odwiedzającym różnego rodzaju indyjskich guru lub zabieganym biznesmenom) może się okazać, że jednak nie odlecimy. Kolejnym krokiem jest pan sprawdzający czy jego poprzednik wbił do paszportu pieczątkę z datą odlotu.

Kontrola bezpieczeństwa: osobne kolejki dla pań i panów. Schody zaczynają się kiedy mąż stoi z żoną w damskiej kolejce pomagając jej przy bagażu podręcznym. Po przeskanowaniu bagaży należy pamiętać aby na wcześniej otrzymane etykietki z nazwiskiem i adresem (patrz powyżej) panowie wojskowi przybili czerwoną pieczątkę z datą. Bez takiej pieczątki nikt w Indiach nie wpuści was do samolotu.

I już po wszystkim! Jeśli nie zgubisz karteczek z czerwoną pieczątką przymocowanych do Twojego bagażu, bez problemu wpuszczą Cię do samolotu. Możesz odsapnąć i spokojnie napić się aromatycznej kawy.

Indyjskie lotniska zalecają zjawić się na trzy godziny przed odlotem. W rzeczywistości można przejść całą procedurę a kilkanaście lub kilkadziesiąt minut.

niedziela, 11 kwietnia 2010

Dzień bez posta

W zeszłą środę na lotnisku, tuż przed odlotem do Chin, umieściłem posta o procedurach związanych z przylotem do Indii (kliknij tutaj, aby go przeczytać). Zaanonsowałem też kolejnego posta o tej samej tematyce, który miał się pojawić właśnie w tym miejscu.

W świetle tragedii, która wydarzyła się wczoraj pod Smoleńskiem, postanowiłem przesunąć umieszczenie gotowego już lotniczego fistaszka o odlocie z Indii na dzień jutrzejszy... 

Zamiast rozpisywać się o własnych odczuciach, odsyłam do lektury krótkiego tekstu napisanego przez Jana Turnaua (kliknij tutaj).

środa, 7 kwietnia 2010

Fistaszki biznesowe: przylatujemy do Indii

Druga w nocy - ja znowu na lotnisku. Dzisiaj będzie więc o lataniu.

Przylot do Indii nie stanowi jakiegoś specjalnego wyzwania. Na pokładzie można obejrzeć bollywoodzkie hity, posmakować indyjskiej kuchni i zapoznać się z sąsiadem, który własnie wraca z Chicago do rodzinnego Chennai. Ci którzy zapomnieli wizy, polecą tą samą maszyną w powrotnym kierunku, pozostali przejdą przez sito piecząteczek, paraf i odrywania świstków od karty emigracyjnej. Jedynym momentem grozy może być Twoja walizka z umieszczonym na niej białą kredą krzyżem opisanym okręgiem. Ci, którzy mają taki znaczek albo idą do toalety pozbyć się znaczka, albo tak jak ja uczciwie przechodzą szczegółową kontrolę bagażu.

Wychodzimy z lotniska, przy barierce oddzielającej świat latających od świata odbierających podróżnych - mrowie kierowców z tabliczkami. Na tabliczkach nazwiska lub imiona. Wszyscy uśmiechnięci od ucha do ucha. Po 15 minutowym skanie zawsze znajdziesz swojego, chyba że organizatorzy znowu nawalili...

Jeśli nie nawalił, kierowca natychmiast przejmie walizki, a Ty ciesząc się na przyjemnie ciepłą pogodę, możesz spokojnie maszerować obok. W przeciwieństwie do taksówkarzy z Chin nie trzeba będzie obawiać się, że Indus każe Ci się męczyć osobiście z bagażem (w Indiach to nie do pomyślenia). Możesz spokojnie wsiadać do samochodu – zaczyna się podróż w otchłań wszelkiego rodzaju pomocników, którzy gotowi są nawet ponieść Twoją butelkę wody. Po drodze z lotniska może Cię spotkać to, co opisałem w jedym z poprzednich postów (kliknij tutaj, aby go przeczytać).

Welcome to India.  

PS. Kolejny post będzie o znacznie bardziej skomplikowanym odlatywaniu.

wtorek, 6 kwietnia 2010

Fistaszki biznesowo-podróżnicze: adresy szpitali

O wizycie u lekarza pisałem tutaj. Dzisiaj na wszelki wypadek praktyczna lista polecanych szpitali w dużych aglomeracjach miejskich:

Bangalore

Manipal Hospital
Adres: 98 Rustom Bagh
Airport Road
Bangalore Karnatka 560017
Telefon: 91 80 25266646/ 25266447
Email: corporate@manipalhealth.com


Wockhardt Hospital & Heart Institute
Adres: 114 Cunningham Road
Bangalore Karnatka 560052
Telefon: 91 80 22281146
Email: care@wockhardthospitals.com


Kolkata

Apollo Gleneagles Hospital
Adres: 58 Canal Circular Road
Kolkatta West Bengal 700054
Telefon:     91 33 2320 3040/ 2122 / 2003 / 2004 / 2006
Email:     ckchaubey@rediffmail.com

Woodlands Hospital & Medical Research Centre Ltd
Adres:     8/5 Alipore Road
Kolkata West Bengal 700027
Telefon:     91 (0) 33 24567075 / 89
Email:     abhijit.sarkar@woodlandhospital.in


Chennai

Apollo Hospitals Enterprise Ltd
Category:     Hospital
Adres:     21, Greams Lane
off Greams Road
Chennai Tamil Nadu 600006
Telefon:     91 44 28293333 / 1066
Email:     info@apollohospitals.com

MIOT Hospitals
Adres:     4/112, Mount Poonamalle Road
Manapakkam
Chennai Tamil Nadu 600089
Telefon:     91 (0) 44 22492288 / 42002288
Email:     billing@miothospitals.com


Hyderabad

Apollo Health City
Adres:     Jubilee Hills
Hyderabad Andhra Pradesh 500033
Telefon:     91 (0) 40 23607777 / 23554563
Email:     apollohyd@apollolife.com

Kamineni Wockhardt Hospitals
Category:     Hospital
Adres:     D. No. 4-1-1227
King Koti Road
Abids
Hyderabad Andhra Pradesh 500 001
Telefon:     91 (0) 40 66924444 / 24763001/24763014
Email:     sudhaker.jadhav@wockhardthospitals.com


Bombaj

Breach Candy Hospital
Adres:     60-A Bhulabhai Desai Road,
Mumbai Maharahstra 400 026
Telefon:     91 22 23671888 / 23672888
Email:     info@breachcandyhospital.org

Lilavati Hospital & Research Centre
Adres:     A-791 Bandra Reclamation,
Bandra (West)
Mumbai Maharashtra 400050
Telefon:     91 (0) 22 26751000/ 26568000 Extn: 2307 / 4087
Email:     marketing@lilavatihospital.com


New Delhi

Indraprastha Apollo Hospitals
Adres:     Sarita Vihar
Delhi - Mathura Road
New Delhi Delhi 110076
Telefon:     91 11 26925858/ 26925801 Extn: 1715
Email:     ruby_r@apollohospitals.com

Max Devki Devi Heart & Vascular Institute
Adres:     Max Devki Devi Heart & Vascular Institute
2 Press Enclave Road
Saket
New Delhi Delhi 110017
Telefon:     91 11 26515050
Email:     hari.boolchandani@maxhealthcare.com


Po ambulans raczej nie ma sensu dzwonić. W razie problemów radzę udać się do szpitala na własną rękę.

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Odwiedziny w Indiach

W Polsce wesoło, bo właśnie trwa śmigus dyngus. W Indiach celebruje się podobne święto kilka tygodni wcześniej. O Holi, bo tak nazywa się to święto, pisałem pod koniec lutego (kliknij tutaj aby przeczytać tego posta).

Dzisiaj zajmę się tematem odwiedzin w Indiach.

Zasada "Gość w dom, Bóg w dom" przyświeca każdemu znanemu mi obywatelowi Indii. Radość z wizyty bliższych i dalszych znajomych kwitnie na każdym kroku. Można oczywiście umawiać się wcześniej na spotkanie, ale nie ma to jak spontaniczne odwiedziny u niczego nie spodziewających się znajomych.

Przyjechałem do Indii ze skrajnie odmiennej, też obcej mi kultury. Niemcy lubią się spotykać, ale:
  • termin musi być ustalony przynajmniej kilka dni wcześniej
  • 24 h przed spotkaniem na wszelki wypadek potwierdza się wizytę
  • po drodze dzwoni się do odwiedzanych, aby upewnić ich, że jest się już za tym to a za tym skrzyżowaniem
  • starannie planuje się czas, aby pojawić się co do minuty (najlepiej wysłać sobie zaproszenie Outlookiem).
W Indiach każdy co prawda ma Outlooka na komputerze, ale stosuje się go przeważnie, aby zaznaczyć dni wolne od pracy tudzież ważne święta religijne.

Krótko po naszym przybyciu do Indii z Berlina, sympatyczni sąsiedzi zaprosili nas na kolację (natknęliśmy się na siebie na porannym spacerze).
- Siódma pasuje? - upewnił się uprzejmie Gopal.
- Ależ oczywiście! - potwierdziliśmy z radością.

Zgodnie z umową, po niemiecku, minutę przed siódmą stanęliśmy na progu domu Gopala. Jakoś tak dziwnie ciemno w oknach było, ale co tam - pewnie lubią siedzieć po ciemku, skonstatowaliśmy spokojnie.
Punkt siódma nacisnąłem przycisk dzwonka. Odpowiedziała mi głucha cisza... Postaliśmy skonsternowani jeszcze jakieś kilkadziesiąt sekund, aby ponowić próbę. Ding, dong - rozległ się przyjemny dla ucha dzwonek do drzwi. Tym razem coś poruszyło się na piętrze! Świetnie, pomyślałem w duchu. Kto puka, temu będzie otworzone. Faktycznie, w drzwiach pojawił się mały chłopiec z kompletnie zdziwioną miną.
- Cześć, jak się masz? - zagaiłem po przyjacielsku
- Dobrze...
- Przyszliśmy odwiedzić Twoich rodziców.
- Aha???
- Tak, umówiliśmy się z Tatusiem, że wpadniemy do was dziś wieczorem.
- Hm, mama pojechała do sklepu.
- Do sklepu? Aaaa, to my już sobie pójdziemy...

Z nosem na kwintę wróciliśmy do domu. Wystawili nas. Zupełnie jak dzieci daliśmy się nabrać. Ale w końcu jest piątek wieczór. Może nie ruszymy w miasto, ale przynajmniej napijemy się wina, podjemy sera, posłuchamy muzyki. Co tam, w końcu ze sobą było nam zawsze najlepiej. Carpe diem!

Zapomnieliśmy o nieudanym spotkaniu, minęła już dobra godzina od rozczarowującego stania na progu. Wieczór rozpoczął się na dobre. W tle nucił coś świeżo odpakowany Sinatra, ser apetycznie zapachniał na stole, a wino oparło się o ściany kieliszków. Dbał o nas ciepły indyjski wieczór z intensywną poświatą księżyca wpadającego przez okna - cóż można chcieć więcej?

Stuknęliśmy się kieliszkami i wtedy rozległ się dzwonek do drzwi. Ding dong, w drzwiach stanął uśmiechnięty od ucha do ucha Gopal. Kiedy zobaczył kieliszki i świece, minka mocno mu zrzedła.
- Myślałem, że się dzisiaj umawialiśmy? - zapytał niepewnie
- Jasne, byliśmy nawet u Was o siódmej... - odparłem twardo (tak po niemiecku)
- A, o siódmej to ja dopiero z pracy dojeżdżałem do ostatnich świateł przed naszym osiedlem.
- OK, nie ma sprawy, możemy się przecież spotkać innym razem - odparłem, próbując nie palić mostów.
- Jak to, przecież wszystko gotowe, czekamy na Was! - odparł szczerze zdziwiony Gopal.

Trudno się było oprzeć jego zapraszającej, ale i trochę zasmuconej mimice. Zdmuchnęliśmy świece, zamknęliśmy chałupę i ruszyliśmy we trójkę na spotkanie. Dom jaśniał z daleka, w środku pełno ludzi, radość, śmiechy. Impreza faktycznie się udała, a my znowu czegoś się nauczyliśmy.

niedziela, 4 kwietnia 2010

Przebłagać Allacha

7 czerwca 1631 roku potężny indyjski cesarz Szahdżahan traci swoją ukochaną żonę, która właśnie powiła mu kolejnego potomka. Śmierć młodej i pięknej Mumtaz, bo tak nazywała się zmarła, pozbawia władcę profesjonalnego wsparcia politycznego i osobistego poczucia bezpieczeństwa, o które pieczołowicie dbała małżonka.

Cesarstwo wykreowane przez dziada Szahdżahana - Akbara, tak efektywnie sterowane we dwoje, przestaje cieszyć i interesować załamanego wdowca. Przez długi czas nie zajmuje się żadnymi sprawami państwowymi, aby wreszcie nakazać dwa lata nadzwyczajnej żałoby.

Szahdżahan, odziany od tej pory w żałobną biel, wyrzeka się ulubionej muzyki, rezygnuje z pachnideł, tonąc jednocześnie w nieustającym żalu. Ogłuszony rozpaczą, w końcu uświadamia sobie, że bezpowrotnie utracił swój skarb. Dociera do niego także, że Mumtaz nie spotka się z nim w raju. Islam jest w tej kwestii nieugięty - dla kobiety nie ma tam miejsca. Ulemowie (uczeni w piśmie) otrzymują nakaz przestudiowania wszystkich dostępnych ksiąg. Być może istnieje wyjątkowa klauzula, pozwalająca na ustępstwo od twardej reguły? Przecież wielkoduszna, pogodna i cierpliwa cesarzowa była nie tylko uosobieniem niewieścich cnót, ale i skutecznym politykiem oraz pełnokrwistą władczynią. Odpowiedź uczonych w piśmie jest jednoznaczna: Mumtaz nie wejdzie do raju.

Szahdżahan, ponownie pogrążony w rozpaczy, ostatkiem sił poszukuje rozwiązania. Rok po śmierci cesarzowej przychodzi mu do głowy przełomowy pomysł. Jedynym wyjściem pozostaje przebłaganie samego Allacha dziełem, które otworzy bramy raju młodej cesarzowej!

W duszy cesarza rodzi się nowy zapał. Projekt, to sieć proporcjonalne powiązanych układów geometrycznych, uderzających harmonią i aerodynamiczną koncepcją budowli. Będąc miejscem emanującym nadzwyczajną energią, grobowiec ma zauroczyć Allacha. Realizacja projektu trwa nieprzerwanie dwadzieścia dwa lata. Dzieło tworzą najlepsi architekci, budowniczy i rzemieślnicy oraz ponad dwadzieścia tysięcy najętych w tym celu robotników. Oto rezultat ich pracy:

Taj Mahal - Agra, Indie
Pisząc tego posta, korzystałem z informacji zawartych w Wikipedii oraz Indiaguide.

sobota, 3 kwietnia 2010

Wielkanoc w Indiach (być może bez mazurka)

W Polsce Wielki Piątek zakończy się za kilka minut, a tutaj w Indiach raptem 2,5 godziny do wschodu słońca. Wielką Sobotę zaczynam od rozważań przyziemnych: gdzie dostać niesolone masło? Niesolonego masła potrzeba na masę do mazurka. Bez takiego masła w Święta nie ujedziesz! Jest jeszcze Ghee (indyjska odmiana sklarowanego masła), ale na masę raczej się nie nada... Generalnie problemu z niesolonym masłem nie ma. Jeszcze 2 miesiące temu było dostępne w większości spożywczaków. Hindusi wykupili, dostawy zawiodły. Może ukradkiem pieką mazurki i dlatego niesolonego krowiego produktu brakuje?

Wielki Piątek, oprócz rozważań na temat masła, przyniósł jeszcze jedną konkluzję. Polak w ten dzień uczciwie pracuje (chyba, że sprytnie postarał się o urlop). Większość pokornie idzie do pracy, ciesząc się po cichutku na wolny poniedziałek. Może zrobi się cieplej? Dzieci wyszaleją się, biegając po okolicy z wiaderkami. Dorośli, którzy nie całkiem dorośli, też wykorzystają H2O, żeby poprawić sobie nastrój. Sielanka.

Mel Gibson kręcąc Pasję, skoncentrował się na kluczowym dniu - piątku. Wielki Piątek to wspomnienie ukrzyżowania Chrystusa. Ci którzy wierzą, idą w ten dzień na drogę krzyżową. Najlepiej o 15:00. Ale jak tu iść, kiedy trzeba siedzieć w pracy? Grzech oszukać pracodawcę. Z drugiej strony tradycja nakazuje... Dylemat jak się patrzy!

Nie dla wszystkich. Hindusi, którzy być może pieką też po cichu mazurka, głowy sobie łamać nie muszą. Wielki Piątek jest tutaj dniem wolnym od pracy. W jednym z poprzednich postów (kliknij tutaj) pisałem, że chrześcijan w Indiach jest zaledwie 2,3%. Mimo tego w piątek do pracy się nie idzie i można skoncentrować się spokojnie na pieczeniu mazurka, obrzędach religijnych czy tym, co się człowiekowi wyda akurat ważne.

Skoro już tyle naskrobałem o Świętach, życzę Wam zdrowia i spokoju na nadchodzące dni i natychmiast kładę się spać, bo od wschodu słońca zamierzam skoncentrować się na zdobyciu niesolonego masła!

Jutro napiszę o okrutniku, który jednym dowodem miłości zaistniał na wieki.

piątek, 2 kwietnia 2010

Indie w objektywie: motyl

W Indiach występuje 1163 gatunków motyli!

Fotografia ogródkowa - Bangalore






















Dla zainteresowanych polecam bloga na ten temat. Szczególnie posta z motylim alfabetem...

czwartek, 1 kwietnia 2010

Służba bogatszym

Szerokość geograficzna  28°38'7.11"N, długość  77°13'29.86"E. Miasto ospale zaczyna budzić się do życia. Za niecałe 1800 sekund słońce delikatnie wychyli się od strony Zatoki Bengalskiej, aby bezwarunkowo zapanować nad Półwyspem Indyjskim. Orzeźwiający chłód poranka towarzyszy milionom par pomarszczonych stóp przemieszczających się w ściśle określonym kierunku. Wśród nich maszeruje 48 letnia Sumitra (patrz zdjęcie). 

Każdego dnia tylko w Delhi 800 tysięcy służących zmierza do swojej pracy. Piorą, prasują, gotują i sprzątają. Zapotrzebowanie na pomoc domową (ang. maid) w Indiach rośnie bardzo gwałtownie. Zatrudnienie tradycyjnie oferują najbogatsi, a w ostatnich dwóch dekadach coraz częściej przedstawiciele klasy średniej. Małżeństwa pracujące w międzynarodowych koncernach, którym dojazd do miejsca pracy zajmuje przynajmniej 3 godziny dziennie, nie mają czasu na domowe obowiązki. Utrzymanie służącej to wydatek rzędu 1/100 miesięcznej pensji jednego członka rodziny, więc ogromna rzesza pomocników domowych rozrasta się z minuty na minutę. 

Praca Sumitry pozwala zadbać o finansową codzienność i regularnie przesłać parę groszy najbliższym, mieszkającym nadal w rodzinnej wiosce oddalonej o 230 kilometrów od Delhi. Może kiedyś uda się wrócić na stałe i wreszcie solidnie odpocząć. Praca przez ponad 12 godzin na dobę jest w stanie zmęczyć każdego. Póki co pozostaje cieszyć się na 2 dni wolnego w miesiącu. Jutro Sumitra ma właśnie swój wolny dzień... 

środa, 31 marca 2010

Fistaszki biznesowo-podróżnicze: bezpieczeństwo

Tematyka związana z bezpieczeństwem za granicą jest bardzo rozległa. Solidne firmy wysyłając swoich pracowników w niestabilne rejony przeprowadzają szkolenia dotyczące bezpieczeństwa i jeśli to konieczne zapewniają ochronę. Na bieżąco uzupełnia się też firmową mapę świata, blokując służbowe podróże pracowników do najbardziej niebezpiecznych krajów.

W ramach jednego posta trudno umieścić szerokie wskazówki na temat bezpieczeństwa. Jest jednak drobiazg, którym chciałbym się podzielić.

Firma International SOS przysyła mi codziennie alerty dotyczące bezpieczeństwa na wszystkich kontynentach. Oprócz bieżących informacji otrzymuję również prognozę na nadchodzące miesiące, która obejmuje przede wszystkim powtarzające się sytuacje zagrożenia bezpieczeństwa związane przykładowo z kontrowersyjnymi świętami narodowymi w niestabilnych krajach. Dodatkowo można dodać opcję alertów medycznych, które informują o ryzykach natury zdrowotnej takich jak ogniska chorób itp. Jeżeli firma wysyła Cię do krajów o podwyższonym ryzyku, warto domagać się dostępu do tego typu rozwiązań.

Prywatne ubezpieczenie tego typu kosztuje dla Indii 159 USD. Obejmuje okres do 180 dni.

PS. Obecnie International SOS radzi unikać następujących rejonów: Jammu, Kaszmir, Asom (Assam), Manipur, Chhattisgarh, Tripura, Bihar oraz Nagaland (ryzyko kontaktu z różnymi grupami separatystów). W pozostałych częściach Indii zagrożenia mają charakter incydentalny.

wtorek, 30 marca 2010

Fistaszki biznesowo-podróżnicze: u lekarza

Indie to zdecydowanie największy eksporter lekarzy na świecie. W Stanach zjednoczonych pracuje ponad 40.000 lekarzy pochodzących z tego kraju. Oznacza to, że co dwudziesty doktor praktykujący w USA urodził się w Indiach!

Po wieloletniej pracy za oceanem, wielu doświadczonych ekspertów wraca do ojczyzny, czyniąc ją jednym z najbardziej zaawansowanych medycznie nacji na świecie. Nikomu nie życzę wizyty u doktora, ale warto na zimne dmuchać.

Ile kosztuje diagnoza lekarska w Bangalore?

Lekarz ogólny w prywatnej klinice zarząda równowartość 250 rupii za wizytę (w przeliczeniu 16 złotych). Wybierając się do specjalisty, trzeba będzie zapłacić około 100 rupii więcej, czyli 22 złotych.Ceny lekarstw też nie powalają, ponieważ międzynarodowe koncerny farmaceutyczne produkują na miejscu. Opakowanie antybiotyku kosztuje w granicach 18-20 złotych, a 16 tabletek popularnego w Europie środka na gardło Strepsils niewiele ponad 2 złote.

Dla tych, którzy nadal nie wierzą, że można polegać na tutejszych lekarzach, polecam mojego wcześniejszego posta pod tytułem Dziewczynka z Indii (kliknij tutaj, aby go przeczytać). 

Zdrowia życzę!

poniedziałek, 29 marca 2010

Fistaszki biznesowe: wypoczynek (Kerala)

W poprzednim tygodniu umieściłem krótki filmik o Indiach reklamujący ten kraj (kliknij tutaj, aby przeczytać tego posta). Od czasu do czasu w ramach fistaszków biznesowych będę pokazywał nietuzinkowe miejsca, które można odwiedzić w ramach zasłużonego urlopu po ciężkiej pracy.

Kerala określana jest przez tubylców krainą bogów. Coś w tym jest. Tajemnica polega na tym, że lokalni mieszkańcy maja w zwyczaju zarabiać ciężkie pieniądze za granicą (większość podróżuje w tym celu do Dubaju i Stanów Zjednoczonych), które prawie natychmiast inwestowane są w idylliczną okolicę, oferując turystom z całego świata niezapomniane wrażenia.

Ramada Resort Cochin
Blog ma charakter krótki, więc ograniczę się tutaj jedynie do polecenia hotelu, w którym można spokojnie zaplanować kilka dni okraszonych zabiegami ajurwedy, najprzedniejszymi owocami morza i kojącymi wyprawami po rajskiej sieci ponad 40 rzek, kilku ogromnych jezior oraz niezliczonych kanałów wodnych zwanych "backwaters". Ramada Resort Cochin oferuje dwie kategorie pokoi. Warto zdecydować się na domki z widokiem na backwaters, aby każdy poranek zaczynać od podziwiania spektakularnego wschodu słońca. Dojazd do najważniejszych atrakcji samego miasteczka Cochin, w którym m.in. wylądował Vasco da Gama to około 40 minut. Stronę internetową hotelu znajdziesz tutaj. O Kerali można przeczytać więcej klikając tutaj.

Udanego wypoczynku!

PS. Do Kerali najłatwiej dotrzeć samolotem. Przykładowe połączenie z Europy to przelot Lufthansą do Bangalore i dalej liniami Kingfisher do Cochin.

Expat w Indiach - podsumowanie tygodnia

Minął kolejny tygodzień blogowania o Indiach, podczas którego zajmowałem się głównie fistaszkami biznesowo-podróżniczymi, czyli wskazówkami czego się spodziewać i jak sobie z tym radzić:
  1. Survival w Indiach
  2. Wszechobecny hałas
  3. Pikantne jedzenie
  4. Szczepienia
  5. Nieznośny upał
  6. Dzieci ulicy
  7. Tenis z komarem 
Umieściłem też dodatkowy post w sprawie Dąbek pod tytułem: Dalej Cię Bracie nie mogło ponieść?
    Najczęściej odwiedzane posty z poprzednich tygodni:
    1. Rytułały w Indiach: troska o potomstwo
    2. Punktualny Hindus
    3. Indie krajem biedaczków?
    Zapraszam na kolejne 7 dni z Indiami.

    niedziela, 28 marca 2010

    Fistaszki biznesowo-podróżnicze: tenis z komarem

    Ostatni post tego tygodnia poświęcę... komarowi. W Polsce na dobre zawitała wiosna, więc może Ci, którym komary już niedługo zaczną dokuczać, również skorzystają czytając tego posta.

    Indie aspirują wysoko nie tylko biznesowo (o czym pisałem już tutaj i także tutaj). Kraj ten szykuje się do sportowej dominacji na świecie. Vijay Mallya posiada już swój zespół formuły pierwszej (India Force), a Sania Mirza idzie w ślady Vijaya Amritraja, który pojedynkował się w latach siedemdziesiątych z takimi tuzami tenisa jak Jimmy Connors, Ivan Lendl czy John McEnroe.

    Co mają z tym wspólnego komary?

    Oprócz sprayów, kremów, siatek i różnego rodzaju rozpylaczy, na wszystkich targowiskach w Indiach pojawiła się rakieta do gry z komarami! Większość mieszkańców tego kraju (łącznie za mną) poza bezgranicznym zainteresowaniem krykietem, posiada lub ma w planie zakup rakiety do gry w tenisa z komarami. Produkt można obejrzeć odtwarzając poniższy filmik.



    Z komarami bywa tak, że nie wiadomo co jest bardziej uciążliwe: nocne brzęczenie nad uchem czy ukłucie uwieńczone swędzeniem. Zamiast zastanawiać się nad tego typu dylematami, warto zaopatrzyć się w elektryczną rakietkę i trenować uderzenia z forehandu i backhandu nawet całą noc. Jak to działa? Popatrzcie:



    Powodzenia!

    PS. Tym, którzy nie planują kariery tenisowej, polacam sprawdzony w każdych warunkach spray NOBITE.

    sobota, 27 marca 2010

    Fistaszki biznesowo-podróżnicze: dzieci ulicy

    Indie to kraj ogromnych kontrastów. Z jednej strony miliarderzy, o których pisałem tutaj, z drugiej zatrważająca bieda widoczna w wielu miejscach. Popatrzcie sami:



    Według oficjalnie opublikowanych informacji, 27,5% społeczeństwa żyje poniżej granicy ubóstwa (ostatnie dostępne dane pochodzą z roku 2005). Liczba ubogich maleje. Dla porównania w latach 1977–1978 wynosiła 51,3%, a w latach 1993-1994 około 36% (źródło informacji: Planning Commission - Government of India). Nie zmienia to jednak faktu, że ubóstwo w Indiach dotyka populację przekraczającą siedmiokrotne liczbę mieszkańców Polski.

    Wyobraź Sobie, że idziesz zatłoczoną ulicą w Indiach. Nagle z każdej strony podbiegają do Ciebie dzieci. Każde z nich ma szeroko otwarte, błyszczące oczy. Wieszają się na Tobie jedno po drugim. Jest ich tyle, że nie możesz się ruszyć. Wyciągają ręce po kilka rupii. Dwadzieścia metrów dalej widzisz faceta, ktory nakierował na Ciebie te Bogu ducha winne istoty. Co zrobisz?

    piątek, 26 marca 2010

    Fistaszki biznesowo-podróżnicze: nieznośny upał

    Lato w Indiach to świetna pora na spędzanie czasu w górach lub w... klimatyzowanym biurze. Przyjemnie bywa też na wybrzeżu.

    Gorzej jest w miastach. Wychodząc w południe z kilmatyzowanego hotelu w stolicy Indii ma się uczucie, jakby wchodziło się do dobrze rozgrzanego piekarnika.

    Jak radzą sobie mieszkańcy Indii z upałem? Sposobów jest wiele, ja skoncentruję się na jednym z nich.

    Aby uniknąć odwodnienia, należy regularnie uzupełniać płyny. Dobrym sposobem jest kupno orzecha kokosowego, którego cena to około 12 Rupii (niecałe 75 groszy). Stoiska z orzechami są na każdym kroku, więc można korzystać do woli. Pan straganowy profesjonalnie machnie kilka razy maczetą, precyzyjnie napoczynając orzeszka. Do tego rurka i człowiek cieszy się jak dziecko.

    czwartek, 25 marca 2010

    Dalej Cię Bracie nie mogło ponieść?

    Mając perspektywę hałasu, pikantnego jedzenia, chaotycznego ruchu drogowego i serii szczepień zalecanych na wyprawę do Indii, można się słusznie zacząć zastanawiać po cóż się męczyć. Może lepiej i prościej będzie do Dąbek?

    W lipcu zeszłego roku przypadkowo spotkałem w swoim rodzinnym mieście sympatycznego inżyniera Z.

    - Adamie, dawno Cię w rodzinnym mieście nie było! Co u Ciebie słychać?
    - Mieszkam w Indiach...
    - ???
    - Tak w Indiach, w Bangalore
    - Dalej Cię Bracie nie mogło ponieść?
    - Tak się jakoś zawodowo złożyło...
    - Bracie, ja co roku do Dąbek jeżdżę! Szmat drogi! A Ty w Indiach Bracie? Musisz? Nie dało się bliżej? Dąbki tak daleko, a Ty w Indiach?

    Trudno podważyć urok Dąbek. Szczególnie, gdy co roku plażuje się w Dąbkach. Dąbki prawie jak drugi dom. I fajnie Panie inżynierze.

    Z tym że w Indiach też fajnie:

    Może jednak warto ten jeden jedyny raz nie do Dąbek?!

    PS. Kłaniam się Panie inżynierze!

    środa, 24 marca 2010

    Fistaszki biznesowo-podróżnicze: szczepienia

    Jeden z wiernych czytelników mojego bloga po zapoznaniu się z postem o hałasie zapytał mnie (mrugając na piśmie okiem) czy ja przypadkiem nie zniechęcam Was do wyjazdu do Indii, czy może jednak tylko próbuję "zaszczepić" przed pobytem?

    W przeciwieństwie do wszystkich poprzednich postów, dzisiaj napiszę o szczepieniach bez cudzysłowu.

    Indie odwiedzane są rokrocznie przez 5 milionów turystów, których interesuje także ten temat. Polecam szczepionki skojarzone - czyli uodparniające jednocześnie przed kilkoma chorobami. Aby uzyskać pełną odporność, szczepienia należy zaplanować odpowiednio wcześniej. Szczepionkę skojarzoną podaje się w cyklu 0-1-6 czyli pierwsza dawka dziś, następna za miesiąc i trzecia za pół roku. Oto zalecana lista szczepień:

     Wzw B zalecane
     Wzw A *
     Błonica zalecane
     Tężec zalecane
     Polio zalecane
     Dur brzuszny  zalecane
     Wścieklizna *
     Japońskie zapalenie mózgu *
    * Szczepienie w zależności od charakteru pobytu i rejonu kraju (tereny wiejskie, lasy etc). Źródło informacji: MediWeb.pl 

    Zdrowia życzę!

    wtorek, 23 marca 2010

    Fistaszki biznesowo-podróżnicze: pikantne jedzenie

    Sztuka kulinarna Indii zawdzięcza swoje bogactwo współistnieniu i oddziaływaniu na siebie rożnych kultur i religii. Jednym ze sposobów uszeregowania mapy kulinarnej tego kraju jest podział zgodny z kierunkami świata.

    Kuchnia północy ma korzenie muzułmańskie, będąc bogata w potrawy z mięsa baraniego, koziny oraz drobiu. Na wschodzie dominuje kuchnia bengalska. Najpopularniejsze potrawy to ryż, soczewica oraz ryby. Rarytasem wartym grzechu są słodkie kulki serowe (rasgulla). Na południu rozwinęła się kuchnia wegetariańska. Potrawy są znacznie ostrzejsze (uwaga na niepozornie wyglądające, ale wyjątkowo ostre biznesowe lunche i kolacje). Mieszkańcy tego regionu spożywają je tradycyjnie palcami prawej dłoni (proszę nie brać potraw do lewej ręki). Do większości potraw dodaje się miąższ i mleczko z kokosów. Posiłek kończy się potrawą z ryżu i jogurtu, która łagodzi ostrość piekących podniebienie potraw. Na śniadanie polecam wypróbować chrupiącą dosę (rodzaj naleśnika z mąki ryżowej). Należy również pamiętać, że mięso spożywają tutaj prawie wyłącznie chrześcijanie i muzłumanie. Ci ostatni potrafią przyrządzić prawdziwy rarytas - biryani z baraniną. Południe Indii słynie również z dobrze palonej, aromatycznej kawy. Na zachodzie przeważają kuchnia goańska i bombajska. Ta pierwsza podlegała przez długi czas wpływom portugalskim i do dzisiaj oferuje szeroki wybór świetnie przyrządzonych owoców morza. Do najbardziej znanych potraw kuchni z Bombaju należy apetyczna bombajska chałwa. Mógłbym tak bez końca. Palce lizać!

    Mój sposób na przyzwyczajenie się do niewiarygodnie pikantnej kuchni w Indiach? Podczas studiów w Helsinkach mieszkałem ze studentem z południowych Indii, który co wieczór szykował okrutnie ostre potrawy - dzieląc się ze współlokatorami. Przez pierwsze kilkanaście dni przyznam szczerze nie czułem smaku. Ogromne ilości curry i chili okrutnie paliły podniebienie. Po trzech tygodniach poczułem smak. Absolutna rewelacja!

    Jeżeli nie masz w zasięgu hinduskiej rodzinki, która od czasu do czasu chętnie zaprosi Cie na kolację, zacznij odwiedzać indyjskie restauracje. Proś o przyprawienie na modłę indyjską. Dodadzą i tak tylko połowę przypraw, które umieściliby w swoim garnku, ale dobre i to.

    Oto kilka dodatkowych wskazówek:

    Spożywanie wszelkiej postaci wody niewiadomego pochodzenia może mieć zdrowotne konsekwencje, które bezpowrotnie uprzykrzą Ci pobyt w Indiach (nawet na kilka dni). Dotyczy to tak kostek lodu w napojach jak i warzyw płukanych w "kranówce". Te wskazówki nie mają oczywiście zastosowania w pięciogwiazdkowych restauracjach i hotelach. Odradzam również kupowania butelek z wodą na straganach. Jeżeli istnieje już taka konieczność, warto sprawdzić czy zabezpieczenie zakrętki nie zostało przerwane.

    Indie kuszą turystów pachnącymi i niewątpliwie smakowitymi potrawami oferowanymi na ulicznych straganach. Jeżeli przyjeżdzasz tutaj na mniej niż miesiąc, nie warto ryzykować. Spokojnie można natomiast korzystać z ze znanych w Europie sieci restauracyjnych i polecanych przez znajowmych lokali. Przy zamówieniu należy poprosić o mniej pikantne przyrządzenie potrawy. Zostanie to przyjęte z całkowitym zrozumieniem. W końcu to nie pierwszy obcokrajowiec w ich restauracji! Warto posiłkować się mieszaniem indyjskich potraw z ryżem, popijając przykładowo smacznym mango lassi (rodzaj kefiru). To znacząco zredukuje odczuwalną ostrość potrawy i pozwoli jeszcze bardziej cieszyć się wyjątkowo smaczną kuchnią indyjską.

    Powodzenia!

    poniedziałek, 22 marca 2010

    Fistaszki biznesowo-podróżnicze: wszechobecny hałas

    Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), hałas to rodzaj niechcianego dźwięku, który negatywnie wpływa na zdrowie i samopoczucie człowieka. Rezultatem mogą być zdenerwowanie, napięcie, zaburzenia snu, obniżenie wydajności pracy, a nawet utrata słuchu (kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej). 

    Według obowiązujących norm, dopuszczalne wartości hałasu przy drogach lub liniach kolejowych położonych na terenach strefy śródmiejskiej nie powinny przekraczać 65 decybeli w ciagu dnia i odpowiednio 55 w ciągu nocy.

    Rozwijające się kraje azjatyckie nie badają regularnie poziomu hałasu. Nie zmienia to jednak faktu, że pojedynczych pomiarów się dokonuje. Oto kilka wyników z Indii:
    • Kalkuta: hałas drogowy na poziomie 80–92 dBA przez 24 godziny na dobę (pomiar w 24 lokalizacjach)
    • Bombaj: 14% mieszkańców cierpi na niedobór snu spowodowany ruchem pociągów. Podróżni na stacjach kolejowych słyszą ciągłe zapowiedzi z głośników na poziomie 87–90 dBA. Hałas na peronie osiąga 71-83 dBA w zależności od natężenia ruchu i pory dnia.
    • Wszystkie miasta: wszechobecne w Indiach generatory prądu emituja hałas przekraczający nierzadko 96 dBA
    • Do tego festiwale, klaksony, meczety, ciężarówki i autobusy bez tłumików i czego tylko hałaśliwa dusza może zapragnąć.
    Zamknijcie oczy i posłuchajcie:



    Jadąc na urlop, warto zabrać ze sobą stoppery do uszu. Lokując się w hotelach, nie wybierać tych przy głównych ulicach lub prosić o pokój od podwórza. I przede wszystkim zaplanować część pobytu w pięknych i spokojniejszych zakątkach takich jak Goa czy Kerala.

    Ci, którzy chcą tutaj zamieszkać, przy wyborze mieszkania lub domu powinni szukać ustronnych uliczek, obrzeży miast, biorąc jednocześnie pod uwagę dystans do pracy. Może się bowiem okazać, że mieszka się w mniej hałaśliwej okolicy, ale 2,5 godzinny dojazd w jedną stronę zniweczy wszelkie starania. Warto zapytać, w którym miejscu stoi generator prądu. Uciążliwy hałas i zapach splin doprowadził już niejednego do szału. Nie polecałbym również okolic meczetów, chyba że jesteś tego samego wyznania lub intonujący przez megafony imam działa na Ciebie kojąco.

    Och, gdybym to wszystko wiedział przed wyjazdem...!

    niedziela, 21 marca 2010

    Fistaszki biznesowo-podróżnicze: survival w Indiach

    Ktoś słusznie stwierdził, że Indie można pokochać albo szczerze znienawidzić.

    Wyobraź Sobie upalne przedpopołudnie. Poprzednia noc przemęczona w międzykontynentalnym samolocie. Udało Ci się raptem zasnąć na kilkanaście minut. W głowie nadal szum silników i osłabiające zmęczenie. Żeby nie marnować czasu, ruszasz w miasto. Twój hotelik stoi przy ruchliwej dwupasmówce. Kierujesz się w stronę przystanku autobusowego po drugiej stronie ulicy:



    Uff, udało się. Wszystkie części ciała nadal na swoim miejscu. Wystarczy wsiąść do autobusu, który właśnie nadjeżdża:



    Chaotyczny ruch uliczny (o którym pisałem także tutaj), to tylko skromna uwertura do tego, co jeszcze spotka Cię pierwszego dnia w Indiach!

    Spokojnie możesz liczyć na wszechobecny hałas, niewiarygodnie ostre jedzenie, uciążliwy upał, tnące insekty, nieprzyjemne zapachy, zanieczyszczenie powietrza, napastliwych żebraków i przytłaczające tłumy ludzi...

    Otwarty umysł i chęć poznania kraju to zdecydowanie za mało, żeby sobie z tym wszystkim poradzić. Ci, którzy przyjeżdżają na urlop, pocieszają się tym, że już powiedzmy za dwa tygodnie wrócą do "normalności". Ci z kolei, którym przyszło w Indiach mieszkać i pracować, próbują uciekać na urlopy choćby do bardziej cywilizowanych części Azji, a zdecydowanie najlepiej do Europy!

    Przez kolejne siedem dni (w ramach fistaszków biznesowo-podróżniczych) zajmę się adaptacją w Indiach. Opowiem kilka anegdnot, ale przede wszystkim o tym, jak praktycznie radzić sobie z hałasem, pikantnym jedzeniem oraz wszystkimi innymi niedogodnościami, które mogą Cię spotkać w tym wyjątkowo ciekawym kraju. Porady znajdą zastosowanie tak dla podróżników, jak i dla tych, którym (podobnie jak mnie) przyszło cieszyć się Indiami dłużej niż miesiąc czy dwa tygodnie.

    Zapraszam serdecznie!

    piątek, 19 marca 2010

    Fistaszki biznesowe: klimatyzacja

    W jednym z poprzednich postów pisałem o pogodzie (kliknij tutaj). Pani Iwona z Pune po przeczytaniu o pogodzie w moim mieście tylko westchnęła - ach gdyby wszędzie było tak sielsko!

    Sęk w tym, że faktycznie różnie z tą pogodą w Indiach bywa. Czasami jest za wilgotno (proszę się o tym przekonać odwiedzając choćby Chennai - czyli dawny Madras). Człowiek palcem kiwnie i pot spływa mu po pośladkach! Mieszkańcy Bangalore - położonego prawie 1000 metrów n.p.m. - nie cierpią na tego typu problemy. Od święta  wilgotność osiąga tutaj 40%. Kto był w tropikach, wie, że wysoka temperatura może być wyjątkowo przyjemna, pod warunkiem iż nie jest zbyt wilgotno.

    Proszę Sobie więc wyobrazić 45°C w cieniu i zawartość H2O w powietrzu na poziomie 70%. Po pierwszych 10 krokach zaczynam się rozpływać. Na szczęście podjeżdża taksówka z przyciemnionymi szybami. Wsiadamy do środka, a tam 15°C i wyssana przez klimatyzacje wilgoć do 30%. Kierowca z dumą poprawia nawiew tak, aby pasażer mógł rozkoszować skierowanym prosto w twarz strumieniem powietrza o odczuwalnej temperaturze 10°C. Jedziemy z lotniska do centrum miasta i w ciągu najbliższych 40 minut zamieniamy się w wyziębione ofiary nowoczesnych technologii chłodzących. Po pierwszym kilometrze kierowca pyta:
    - Sir, do you like India?
    - Oczywiście, że lubię! Podnieś łaskawie temperaturę i skieruj nadmuch na szybę.
    Prośba zostaje błyskawicznie zrealizowana. Jak miło...

    Ujechaliśmy jakieś dwieście metrów, zakręt w lewo i kierowca niepostrzeżenie obniża temperaturę, kierując nadmuch ponownie na pasażerów.
    - Przyjacielu, czy mógłbyś łaskawie skierować nadmuch na szybę?
    - Sir, ależ oczywiście.
    Ukontentowanie wraca na twarz, delektuję się podróżą. W Chennai zlikwidowali progi prędkościowe (nie to co w konserwatywnym Bangalore), więc kręgosłup też zadowolony.

    Wjeżdżamy na tzw flyover, czyli formę wiaduktu. Kierowca ukradkiem zaczyna dmuchać mi na twarz...
    - Drogi Panie, przecież prosiłem - bez nadmuchu na facjatę!
    - Sir, przecież będzie za gorąco! Komfort jazdy musi być!

    Dalej można na dwa wypróbowane sposoby:

    Opcja 1)
    - Bracie, bez nadmuchu, zlituj się.
    - OK, no problem Sir.

    Po kilku powtórzeniach opcji 1) można liczyć na ostatnie 300 metrów podróży bez nawiewu.

    Opcja 2)
    - OK, no problem (odpowiada pasażer).
    Tutaj należy zawczasu wyciągnąć paczkę Cholinexu lub odpowiednika i spokojnie zacząć ssać. Bardziej wrażliwym radzę też profilaktyczne popijanie herbatki imbirowej, cytrynę, miód i antybiotyki. Czeka Was jeszcze klimatyzowany hotel, biuro, sklepy, etc....

    PS. Nie ma się jednak co nadmiernie napinać. Kierowca, który obwoził nas przez 10 dni po Radżastanie do dzisiaj dzwoni, żeby dowiedzieć się, jak się mamy!

    czwartek, 18 marca 2010

    Indie w objektywie: kolory

    Indie to kraj pełen wykwintnych tkanin i soczystych kolorów.















    Zdjęcie zostało wykonane w Delhi w parku Raj Ghat, położonym nad brzegiem rzeki Yammuny -  nieopodal miejsca kremacji Mahatmy Gandhiego.

    środa, 17 marca 2010

    Pogoda w Indiach

    Marzec dobiega końca, a w Polsce kolejne opady śniegu. Tych, którym kończąca się zima dała szczególnie w kość, zapraszam do dalszej lektury.

    Zamiast taplania się w błocie pośniegowym, dzień w Bangalore wita nas błękitnym niebem. Temperatura 19°C zachęca do trochę dłuższego niż zwykle porannego spaceru. Po drodze upajamy się cieplutkimi promieniami słońca. Do śniadania dodamy świeże kawałki ananasa, pierwsze w tym roku owoce mango i kilka karmazynowych kostek arbuza...

    Przed wyjazdem do pracy nie trzeba będzie w pośpiechu suszyć głowy. Włosy wyschną po drodze. Pozbawione chmur niebo wyjątkowo pozytywnie nastraja do życia. 

    Oto pogoda na nadchodzące dwa dni (źródło: onet.pl):

    Czwartek, 18.03.2010
    32 19 °C
    1010 hPa 
    Śnieg:0.0 mm
    Deszcz:0.0 mm
    Wiatr: 10 km/h 

    Piątek, 19.03.2010
    32 18 °C
    1009 hPa 
    Śnieg:0.0 mm
    Deszcz:0.0 mm
    Wiatr: 6 km/h 

    Jeżeli nie przemawia do Ciebie słońce, niebieskie niebo i delikatny podmuch wiatru, zajrzyj na posta o podatkach!

    wtorek, 16 marca 2010

    Fistaszki biznesowe: religia w biurze

    W Polsce od wielu lat toczy się dyskusja na temat umieszczania krzyża w różnych instytucjach, wywołując często ostrą dyskusję po obu stronach barykady.

    Indie mają troszeczkę inny problem. Kompozycja religijna tego kraju nie zawsze pozwala jednoznacznie określić, który z symboli miałby się pojawić przykładowo na ścianie. Międzynarodowe koncerny na wszelki wypadek nie umieszczają niczego, małe lokalne firmy z dumą demonstrują symboliczne ołtarzyki okraszone girlandami ze świeżych, intensywnie pachnących kwiatów.

    Mało kto wie, że Indie posiadają trzecią co do wielkości populację muzłumańską na świecie (138 milionów wiernych i odpowiednio 13% populacji). Nie zmienia to jednak faktu, że przeważającą religią w tym kraju jest hinduizm, którego wyznawcami deklaruje się ponad 80% społeczeństwa. Chrześcijanie stanowią relatywnie niewielką część populacji (2,3%), co nie zmienia faktu, że ich liczbę szacuje się na ponad 24 miliony! Przeszło 19 milionów wyznawców ma sikhizm (sikhowie w turbanach bywają często myleni w świecie zachodnim z muzłumanami). Na końcu listy pojawiają się buddyzm (0,8% i prawie 8 milionów wyznawców) oraz dżinizm (0,4% i 4 miliony wyznawców). Mnisi dżinijscy mają obowiązek poddawania się dwadziestu dwóm uciążliwościom, takim jak głód, pragnienie, upał, zimno, kłujące owady, twarde łoże i obelgi.

    Mimo lokalnych konfliktów, te skrajnie różnorodne religie zdają się mniej lub bardziej spokojnie koegzystować. Na poniższej fotografii widać przygotowania czynione przez hinduistycznych kapłanów przed modlitwami poprzedzającymi otwarcie kolejnego piętra w naszym biurowcu.  

    W ceremonii oprócz wyznawców hinduizmu uczestniczyli muzłumanie, chrześcijanie oraz buddyści.

    Jak już wspomniałem wyżej, globalne firmy starają się jednak unikać symboliki religijnej. Mimo iż pracownicy mogą domagać się przerywania czasu pracy na modlitwę, nie przyzwala się na regularne praktyki w miejscu pracy. Wyjątkiem mogą być obrazki lub figurki stawiane na biurkach. Zdarza się też, że któryś z gorliwszych wyznawców Islamu podzieli się ze wszystkimi pracownikami wiadomością, że Allach jest wielki (używając listy dystrybucyjnej obejmującej tak portiera jak i członków zarządu).