wtorek, 9 marca 2010

Indie - jedziemy samochodem do cioci Praveeny

O sporym potencjale gospodarczym Indii pisałem w jednym z poprzednich postów. Niepohamowany wzrost prowadzi do zintensyfikowania konsumpcji wszelkiego rodzaju dóbr materialnych. Piszę tego posta w samochodzie, więc dziś będzie o ruchu drogowym.

Proszę sobie wyobrazić srebrny, lśniący nowością pojazd Suzuki Maruti Swift. Wsiadamy do samochodu. Za kierownicą nasz kierowca Prakesh, ubrany w biały kubraczek z lśniącymi srebrnymi guzikami. Obok kierowcy usadowi się pan domu, biorąc na kolana dwójkę młodszych dzieci - po drodze będzie co oglądać, a widok z przednich siedzeń najlepszy. Dzieci na przednim siedzeniu zaczynają bawić się pasem, który beztrosko będzie zwisał już do końca podróży. Do tyłu wsiądzie straszy synek, babcia, pani domu i dziadzio. Na kolana załapie się jeszcze dwójka pociotków. Wsiada się łatwo, wślizgując się po folii na siedzeniach. Samochód ma dopiero kilka miesięcy, więc warto ochronić tepicerkę przed nadmiarem kurzu. Dziadzio z uznaniem zauważy, że zaradny pan domu schował za oparcie dolne elementy pasów bezpieczeństwa, które zdecydowanie obniżały komfort podróżowania uciskając cztery litery.

Kierowca spokojnie odpali maszynę. Wszyscy z nadzieją spojrzą jednocześnie na figurkę Ganesha. Można ruszać! Z bramy wydostajemy się na główną dwupasmówkę, z której już wcześniej słychać było warkot autobusów i kakofonię klaksonów. Ponieważ w naszą stronę zbliża się tylko 7 motocykli, spokojnie można wyjeżdżać. Zahamują.

Dwupasmowy dywan asfaltowy rozszarza się. Na trzech wyimaginowanych pasach najczęściej bez problemu znajdzie się miejsce dla 4 samochodów, rykszy, dwóch motorków i rowerzysty (wszyscy w jednej linii). Ponieważ na drodze jest bardzo ciasno, większość kierowców składa lusterka boczne. Nie niszczy się na nich lakier, lustro pozostaje nienaruszone na wypadek, gdyby zaszła potrzeba poprawienia kruczo czarnego przedziałka kierowcy. Jedzie się do przodu, po cóż spoglądać do tyłu? Zagęszczenie pojazdów wymaga ciągłego ostrzegania się nawzajem. Prakesh z klaksonu korzysta kilkanaście razy na minutę. Każdy kierowca w Indiach dysponuje wysoce zaawansową telepatią. To klucz do bezwypadkowej jazdy. Droga szeroka, jednokierunkowa niesie nas wespół z rojem innych pojazdów. Nagle pod prąd nadjeżdża ogromna, wymalowana w kwiaty ciężarówka. Nie ma problemu, trzeba było skrócić sobie drogę do najbliższego zjazdu. Dookoła samochodu motory. Na każdym przynajmniej po trzy osoby, cztery, może pięć? Panie obowiązkowo siedzą bokiem. Jazda okrakiem nie przystoi.

Jak dobrze mieć samochód. Nie trzeba się rozstawać na czas podróży - jak w autobusie - kobiety i dzieci z przodu, mężczyźni z tyłu. Posty w blogu nie mogą być zbyt długie, więc skręcimy lekko w prawo - na przeciwny pas. Co prawda pod prąd, ale znacznie szybciej dojedziemy do cioci Praveeny. Kierowca pozwoli nam wyślizgnąć się z pojazdu, uśmiechając się serdecznie. Dostanie 30 rupii. Pojedzie sobie na chrupiącą dosę warzywną, a my hyc na pięterko - na biryani do cioci Praveeny. Okna u cioci wychodzą na ulicę, którą przyjechaliśmy. W dole taki widok:


Cała rodzina cieszy się już na powrotną drogę. Zabierzemy ciocię Praveene na krótko do siebie. Posiedzi siedem tygodni, aby następnie wybrać się w kilkumiesięczne odwiedziny do kuzynostwa z Delhi...

PS. Podobało się? Kliknij na inne posty, aby dowiedzieć się więcej o tym fascynującym kraju. 

4 komentarze:

Gregor pisze...

To w tych Indiach naprawdę kiepsko płacą, skoro musisz uciekać się do wciskania bannerów :/

Adam pisze...

Gregorze, dzięki za błyskawiczny komentarz. Zawsze można na Ciebie liczyć przyjacielu! O "dochodach w Indiach" pisałem już w jednym z poprzednich postów. Zajrzyj proszę do niego. Znacznie ważniejsze jest tutaj uzależnienie od wyjątkowo pysznego indysjkiego czaju, kupowanego na pachnącym stoisku z ciasteczkami obok mojego biura. Ponieważ jesteś obieżyświatem, jestem pewien, że już go w życiu spróbowałeś. Wyjątkowo trudno się oprzeć, nieprawdaż?!

Antek Mysliborski pisze...

Świetny tekst, uśmiałem się, a i w reklamę kliknąłem z wdzięczności :)

W ogóle gratuluję bloga, bardzo mi się podoba.

Adam pisze...

Dziękuję. :) Potraktuję to jako doping do dalszego pisania!